To historia mojego ostatniego roku. Tymek (4 lata) wstawał trzy, cztery razy w nocy. Krzysiek nie słyszał. Zosia (8 lat) patrzyła. A ja — po prostu przestałam być sobą. Piszę to dla każdej mamy, która rozumie, o czym mówię.
Wtorek, siódmego stycznia. Dwudziestego trzeciego roku 21 wieku. Patrzę dziś na ten dzień jak na granicę między dwoma światami. Bo wszystko, co piszę poniżej, wydarzyło się w jeden dzień. Tak naprawdę, w jedną noc.
Tymek miał wtedy 4 lata i trzy miesiące. Zosia 8. Krzysiek (mój mąż) pracował hybrydowo — dwa dni w biurze, trzy w domu. Ja wróciłam po macierzyńskim na trzy czwarte etatu, byłam księgową w średniej firmie z Bydgoszczy. Wszystko niby normalne. Wszyscy widzieli mnie i mówili: "Marta, ale masz piękne dzieci, ułożoną rodzinę, nie skarż się".
Nie skarżyłam się. Ale wewnątrz mnie coś pękało.
Tej nocy Tymek pierwszy raz wstał o 23:15. Chciał pić. Wstałam, dałam mu wodę, ułożyłam, wróciłam.
O 01:30 — przyszedł do naszego łóżka. "Mamo, coś mi się przyśniło". Wzięłam go, leżeliśmy razem. Krzysiek się obrócił, nawet nie otworzył oczu.
O 03:12 — drugi raz wstał. Stał przy moim łóżku w piżamie z dinozaurami. "Mamo". Zaprowadziłam go z powrotem.
O 03:47 — wszedł po raz trzeci. Tym razem płakał. Powiedział mi do ucha szeptem: "mamooo, ja się boję". I wtedy coś się we mnie złamało.
Trzecia czterdzieści osiem. Korytarz. Krzysiek śpi. Tymek śpi. Tylko ja nie. (zdjęcie ilustracyjne)
Krzyknęłam na niego. Szeptem. Wiesz, jak to się robi, kiedy nie chcesz obudzić drugiego dziecka? Krzyk, który zostaje w gardle. "Tymek, ile razy ci mówiłam, że masz spać w swoim łóżku. ILE RAZY. Idź spać teraz, IDŹ."
On zaczął głośno płakać. Wepchnęłam go w pokój. Zamknęłam drzwi cicho. Wyszłam na korytarz.
I usiadłam na podłodze.
I płakałam. Cicho, żeby nikt nie usłyszał. Bo gdyby Zosia mnie usłyszała — co bym jej powiedziała? Że mama nie radzi sobie z 4-latkiem? Że mama jest słaba? Że mama nie kocha braciszka?
O 03:51 wzięłam telefon. Wpisałam w Google: "czy można umrzeć z niewyspania". Czytałam wyniki przez 12 minut. Wiedziałam wtedy, że ja już nie jestem normalna.
Rano postawiłam kawę. Zosia weszła do kuchni, jak każdego dnia, z książką pod pachą. Zapytała mnie: "Mamo, czemu ty masz znowu zaczerwienione oczy?". Skłamałam: "alergia, kochanie". Pierwszy raz w życiu skłamałam mojej 8-letniej córce w oczy. To było gorsze niż ta noc.
W pracy o 10:30 chciałam wejść do systemu księgowego. Mam to hasło już od trzech lat. Nie pamiętałam go. Patrzyłam na ekran 4 minuty. Musiałam zadzwonić do administratora, kłamałam, że "zmienił mi się laptop". On powiedział "jasne, pani Marta, wysyłam". Ja schowałam się w toalecie i znowu płakałam.
Ile godzin spałam tej nocy? Liczyłam później. Trzy godziny i 47 minut. W kawałkach po 20-30 minut.
Może myślisz, że nic nie próbowałam. Że byłam słaba. Że "trzeba było po prostu zacisnąć zęby". Tak myślała teściowa.
Próbowałam wszystkiego. Pozwól mi wymienić, na co wydałam pieniądze i czas, zanim trafiłam na to, o czym piszę dzisiaj:
Stały rytuał wieczorny — kolacja o 18:00, kąpiel o 19:00, bajka o 19:30, światło zgaszone o 20:00. Trzymaliśmy się tego z Krzyśkiem przez 4 miesiące jak żołnierze. Tymek nadal wstawał. Czasem 2 razy, czasem 5.
Melatonina dziecięca w kroplach, dwa miligramy. Z apteki, na receptę od pediatry. Działała pięć dni. Potem dziecko się przyzwyczaiło i znowu się budziło. Pediatra wzruszyła ramionami: "to się czasem zdarza".
Psycholog dziecięcy, 250 zł za wizytę. Cztery wizyty. Diagnoza: "Tymek jest wysokowrażliwy sensorycznie, ale w granicach normy. Proszę być cierpliwą". Wystawiła rachunek. Tysiąc złotych za "proszę być cierpliwą".
Kołdra obciążeniowa dla dzieci, 680 złotych. Tymek zrzucał ją w pierwszej godzinie. Po dwóch tygodniach poszła do szafy. Po trzech miesiącach sprzedałam za 280 zł na OLX.
Lampka nocna z białym szumem, 159 zł. Tymek prosił o nią. Bardzo ją lubił. Ale i tak budził się 3 razy.
Spanie razem we trójkę. Pediatra powiedziała: "niech śpi z wami, mu to przejdzie". Trzy miesiące we trójkę w jednym łóżku. Wynik: Krzysiek śpi w sypialni gościnnej. Ja śpię ze 30-kilowym Tymkiem, który kopie mnie w plecy. Spało nam się GORZEJ.
Najgorsze przyszło jednak ze strony, której się nie spodziewałam.
Październik 2024. Wpadliśmy z Tymkiem na obiad do moich teściów. Tymek był zmęczony, wpadł w histerię o nic. Wytarł smarki o moje spodnie. Teściowa — kobieta, którą lubię, kobieta, której nie chcę krzywdzić, ale w tamtym momencie chciałabym krzyczeć w jej twarz — powiedziała:
"Marta, ty się przyznaj, że za bardzo z nim cackacie. My w naszych czasach nie wstawaliśmy do dzieci. I co? Dorosły. Wasze pokolenie po prostu jest mniej odporne. Pozwól mu się wypłakać i przestać."
Nic jej nie odpowiedziałam. Po obiedzie wsiadłam do samochodu z Tymkiem śpiącym na fotelu. Pojechaliśmy na parking pod Lidlem. Zaparkowałam. Zamknęłam okna. I krzyczałam. Krzyczałam tak, że Tymek się obudził i znowu zaczął płakać.
Jechałam do domu. Tymek znowu zasnął. Ja patrzyłam w drogę i nie potrafiłam już znaleźć w sobie ani jednego dobrego dnia z ostatnich dwóch lat.
Zosia, 8 lat. Niedziela rano. "Mamo, zrobiłam ci coś." (zdjęcie ilustracyjne)
To były moje urodziny. 14 listopada. Zosia weszła do kuchni rano z kartką, którą zrobiła sama, z kolorowych kredek, z naklejkami serduszek, z nieczytelnymi literami które rysowała dłuższe niż potrzeba.
Podała mi ją. Powiedziała: "mamo, zrobiłam ci coś".
Otworzyłam. Napisała:
"Mamusiu, kocham cię najmocniej na świecie. Życzę ci, żebyś znowu się uśmiechała. Zosia."
Stałam w kuchni z kartką w ręku. Krzysiek robił kawę. Tymek bawił się klockami na podłodze. Zosia patrzyła na mnie i czekała na moją reakcję.
Nie potrafiłam się uśmiechnąć.
Tej nocy nie poszłam spać. Siedziałam w salonie z laptopem i Googlem. Wpisywałam frazy: "dziecko 4 lata budzi się w nocy", "co robić jak nic nie pomaga", "matka która już nie daje rady". Otworzyłam 40 zakładek. Czytałam do 5 rano.
Ania to moja koleżanka z księgowości. Ma córkę w wieku Tymka. Wspomniała mi o tym przy automacie do kawy, jakby mimochodem:
"A ja kupiłam Mai taki śpiworek z kapturem. Otuliś się nazywa. Wiesz co? Od trzech tygodni śpi do szóstej rano. Pierwszy raz w życiu."
Stałam tam z kubkiem kawy i patrzyłam na nią. Powiedziałam: "ile?". Powiedziała: "159 złotych. Z 30 dniami zwrotu. Jak nie zadziała, odsyłasz."
Wróciłam do biurka. Otworzyłam stronę. Czytałam ją 2 godziny — w pracy, ukradkiem między rozliczeniami. Trafiłam na artykuł napisany przez kobietę imieniem Magdalena Poznańska — specjalistkę od snu mam. Czytałam go z otwartą buzią. To było jak ktoś opisał moje życie z ostatnich dwóch lat. Wpisała w niego scenę, w której matka klęczy przy łóżku dziecka o 3 w nocy. To byłam ja. Co do minuty.
Czytałam komentarze. Setki kobiet pisało: "to ja", "myślałam że jestem jedyna", "wreszcie ktoś nazwał to po imieniu". Po pierwszy raz w życiu zrozumiałam, że nie jestem sama. I że to nie była moja wina.
Kupiłam. 159 zł. Wpłaciłam. Powiedziałam sobie: "jeszcze jedno rozczarowanie. Jeśli to nie pomoże, odsyłam. Ale spróbuję."
Paczka przyszła w czwartek po dwóch dniach. Otworzyłam ją w łazience, żeby Tymek nie widział. Wyciągnęłam szary, miękki śpiworek z kapturem. Pomyślałam: "to ma niby zmienić moje życie?". Włożyłam go w szafę i czekałam do wieczora.
Chcę spróbować jak Marta →O 19:30 powiedziałam Tymkowi: "Tymek, zobacz, mamy dla ciebie super-kokon. Jak superbohater śpi". Wyciągnęłam Otulisia.
Tymek na niego spojrzał. Powiedział: "nie chcę".
Próbowałam delikatnie. "Spróbuj, kochanie. Tylko na chwilkę". Krzyk. Płacz. "Nie chcę, mamooo, NIE!". Wziął piżamę z dinozaurami i wszedł do łóżka.
Otuliś leżał na podłodze obok łóżka. Pomyślałam: "no i koniec. Następne 159 zł w błoto. Jutro odsyłam."
Krzysiek powiedział mi cicho na korytarzu: "Marta, daj mu się przyzwyczaić. Niech leży obok łóżka. Może jutro sam zechce".
Posłuchałam. Tej nocy Tymek wstał 3 razy. Jak zwykle.
Drugiego wieczoru Krzysiek włożył Otulisia na siebie. Tylko głowę. Wyszedł do salonu mówiąc: "jestem super-tatą". Tymek pękł ze śmiechu. Pierwszy szczery śmiech tego dnia.
Tymek zaczął ciągnąć Krzyśka: "taato, ja też, ja też". Krzysiek dał mu Otulisia. Tymek wszedł w niego sam. Wbiegł do mnie do kuchni: "mamo, zobacz, jaki ze mnie superbohater".
Spał w nim tej nocy. Wstał 2 razy zamiast 4. Patrzyłam rano na zegarek: 06:45. Spałam pięć godzin w kawałku. Bałam się powiedzieć Krzyśkowi, żeby tego nie zepsuć.
To Tymek powiedział, sam z siebie, ucierając buzię po kolacji. Wstałam, poszłam po Otulisia. Założyłam mu. Sam mi pomógł, naciągając kaptur na głowę. Spojrzał w lustro: "mamo, zobacz, jaki jestem mały i ciepły".
Tej nocy wstał 1 raz. Tylko 1.
Ja spałam między 22:30 a 4:30 nieprzerwanie. Sześć godzin pod rząd. Pierwszy raz od urodzenia Tymka. Obudziłam się, leżałam jeszcze w łóżku, patrzyłam w sufit i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Ciało było obce.
Noc 11. Tymek śpi nieprzerwanie. Pierwsza taka noc od dwóch i pół roku. (zdjęcie ilustracyjne)
Obudziłam się o 6:32. Otworzyłam oczy. Krzysiek spał obok. Zegar mówił, że spałam 8 godzin i 17 minut. Bez przerw.
Pierwsza moja myśl: "Tymek umarł".
Wiem, brzmi okropnie. Ale tak właśnie myślałam. Bo skoro nie wstał — to coś jest nie tak. Wstałam cicho, poszłam do jego pokoju.
Leżał w Otulisiu, z głową w poduszce, jedna rączka pod policzkiem. Spał głęboko. Głęboki, równy oddech. Stałam w drzwiach 4 minuty i go obserwowałam. Wróciłam do łóżka. Krzysiek się obudził. Zobaczył moje oczy.
Powiedziałam mu szeptem: "Krzysiu. On nie wstał ani razu. Ani razu."
Krzysiek się uśmiechnął. Mocno mnie objął.
Czternastego dnia. Kuchnia. Wino, którego nie piliśmy od półtora roku. (zdjęcie ilustracyjne)
Tymek spał. Zosia spała. Otworzyliśmy z Krzyśkiem butelkę wina, którą dostaliśmy na rocznicę półtora roku temu. Nigdy nie mieliśmy siły jej otworzyć.
Krzysiek nalał mi kieliszek. Powiedział: "wiesz, że ja też nie spałem? Tylko nie potrafiłem ci pomóc. Nie wiedziałem, co robić."
I wtedy ja, która krzyczałam w samochodzie na parkingu pod Lidlem, która płakała w łazience w pracy, która kupowała czwartą rzecz w ciągu dwóch lat — zaczęłam się głośno śmiać i płakać jednocześnie.
Krzysiek wstał, objął mnie z tyłu i powiedział: "Marta. Marta. Już dobrze."
Mówię ci to dzisiaj, bo myślę, że nikt nie powinien tego przeżyć sam.
Sobotni poranek. Zosia weszła do kuchni o 8:15, w piżamie w lwy, z książką pod pachą. Usiadła przy stole. Patrzyła, jak smażę naleśniki. Powiedziała:
"Mamo. Ty się znowu uśmiechasz. Tak jak kiedyś."
Wytarłam ręce w fartuch. Usiadłam obok niej. Powiedziałam: "tak, Zosiuniu. Twoja mama wróciła."
I wtedy zrozumiałam. Cały ten rok nie był tylko o tym, że Tymek nie spał. Był o tym, że ja sama siebie traciłam. Po kawałeczku. Każdej nocy.
Zosia widziała to lepiej niż ja sama. Bo Zosia ma 8 lat i patrzy na mamę uważnie.
Piszę to, bo mam koleżankę. Asia. Ma 3-letniego synka. Nie śpi. Patrzyłam na nią w zeszły piątek przy obiedzie. Te same oczy co ja miałam rok temu. Ten sam wymuszony uśmiech. Ten sam tikomat: "daję radę, daję radę".
Powiedziałam jej o Otulisiu. Pokazałam zdjęcia Tymka śpiącego w nim. Powiedziała mi: "słuchaj Marta, to pewnie znowu jakiś gadżet, tyle już próbowałam".
Powiedziałam: "Asia. 30 dni gwarancji zwrotu. Jeśli nie zadziała, odsyłasz. Ale jeśli zadziała? Nie zostawiaj sobie tego pytania na resztę życia."
Zamówiła. Czekam.
Piszę to też, bo jest druga taka kobieta, jak ty być może. Może czytasz to dziś o trzeciej w nocy. Może masz telefon w ręku po tym, jak właśnie ułożyłaś dziecko po raz trzeci. Może płaczesz cicho, żeby nikt nie usłyszał.
Słyszę cię. Byłam dokładnie w tym miejscu rok temu.
I dlatego mówię ci tę jedną rzecz: spróbuj. Nie dlatego, że Otuliś to magia. Nie dlatego, że obiecuję, że zadziała u każdego dziecka. (Pani Magdalena Poznańska — specjalistka, której artykuł czytałam jako pierwszy — pisała, że to 8 na 10 rodzin. Nie 10 na 10. Bo nie ma magii.) Ale jeśli jesteś gdzie ja byłam — 159 złotych i 30 dni próbowania to nic w porównaniu z tym, co tracisz teraz.
Tracisz sen. Tracisz cierpliwość. Tracisz radość. Tracisz uśmiech, który widzi w tobie twoja 8-letnia córka. Tracisz partnerstwo z mężem, bo on śpi w pokoju gościnnym. Tracisz hasła w pracy. Tracisz siebie.
159 złotych. 30 dni. Jeśli nie pomoże — odsyłasz, dostajesz pieniądze z powrotem. Bez pytań. Sprawdziłam to sama.
OtulSen — firma, która produkuje Otulisia — daje 30 dni pełnego zwrotu pieniędzy. Bez pytań. Bez tłumaczenia. Sprawdziłam tę gwarancję — moja koleżanka Ania odesłała pierwszy egzemplarz, bo był za duży, dostali drugi rozmiar i zwrócili różnicę bez problemu. To prawdziwa gwarancja, nie marketingowa ściema.
Tak — chcę spróbować jak Marta →Jeszcze jedno na koniec.
Jeśli kupisz, dam ci dwie rady, których nikt mi nie powiedział:
1. Nie próbuj wkładać go na siłę pierwszego wieczoru. Tymek odrzucił go pierwszej nocy. Po prostu zostaw go obok łóżka. Pozwól dziecku samemu się zainteresować. U nas zadziałała taktyka Krzyśka — założył sobie kaptur na głowę i udawał superbohatera. To rozbroiło Tymka w sekundę.
2. Daj temu minimum 7 nocy. Pierwsze 3 mogą wyglądać tak samo. Ale od czwartej, piątej zacznie się zmieniać. Nie poddawaj się za wcześnie. Najgorsza pułapka jest taka: "wiedziałam że nie zadziała" po drugiej nocy. Daj sobie tydzień. Jak po 7 dniach nic nie drgnie — masz jeszcze 23 dni na zwrot.
To wszystko, co mogę ci powiedzieć ze swojej strony. Reszta jest twoja.
Marta
Mama Tymka i Zosi · facebook.com/MamaTymkaiZosi
Sprawdź Otulisia z gwarancją 30 dni →